mapa pomniejsz powiększ

mapa pomniejsz powiększ

Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym » Wystawy » ARCHIWUM WYSTAW » Tam gdzie więcej sztuki niż świata. Współcześni Artyści Kolonii Artystycznych w Worpswede, Kazimierzu Dolnym, Szklarskiej Porębie, Zakopanem i Krzemieńcu

Logo MNKD Tam gdzie więcej sztuki niż świata. Współcześni Artyści Kolonii Artystycznych w Worpswede, Kazimierzu Dolnym, Szklarskiej Porębie, Zakopanem i Krzemieńcu

Muzeum Nadwiślańskie zorganizowało w Galerii Wystaw Czasowych  wystawę zatytułowaną: "Tam gdzie więcej sztuki niż świata. Współcześni Artyści Kolonii Artystycznych w Worpswede, Kazimierzu Dolnym, Szklarskiej Porębie, Zakopanem i Krzemieńcu".

Wystawa prezentowała i konfrontowała osiągnięcia artystyczne współczesnych środowisk twórczych działających w koloniach artystycznych w Polsce (Kazimierz Dolny, Szklarska Poręba i Zakopane), Niemczech (Worpswede) i na Ukrainie (Krzemieniec). Została otwarta 11 września 2014 r. w ramach Festiwalu Kolonii Artystycznych w Kazimierzu Dolnym. Zakończyła się 30 listopada 2014 r.

Na pierwszy rzut oka kolonie artystyczne w Worpswede i w Kazimierzu Dolnym różni wszystko. W przypadku Worpswede wiadomo od początku: kto kolonię zakładał i w którym roku się to stało. W 1889 r. grupa pięciu malarzy postanowiła się tu osiedlić i malować zgodnie z tym, jak malarstwo rozumieli i jak malować chcieli. Było to efektem powiewu neoromantyzmu, który na nowo odsłaniał naturę, tę pierwotną, nieskażoną, jako źródło sztuki dążącej do prawdy, która poprzez sztukę stanie się prawdą życia. Worpswede, niewielka, biedna wioska nieopodal Bremy takie warunki stwarzała, choć życie było tu trudne i mało efektowne. Rainar Maria Rilke, pierwszy monografista tej kolonii (opublikował ją w 1903 r. pisał o Worpswede „ Dziwna to kraina. Położona na płask, bez zmarszczki prawie, a drogi i kanały wodne znikają za horyzontem. Tam zaczyna się niebo niewypowiedzianie zmienne i wielkie”. Malarze ci: Fritz Mackensen, Otto Modersohn, Fritz Overbeck, Hans am Ende i Heinrich Vogeler uważali się za rodzaj zakonu a ich ołtarzem była natura i sztuka. Żyli i pracowali obok siebie, ale kultywowali samotność, uważając ją za warunek niezbędny dla twórczości. Wysoko cenili bezinteresowność, wspólnotę działań, doskonalenie poprzez sztukę, a także przyjaźń, wręcz braterstwo. Wkrótce jednak te założenia miały się zmienić, a zmianę przyniósł sukces. Tym sukcesem była wystawa w Glass Palace w Monachium w 1895r., która skupiła uwagę niemal całych artystycznych Niemiec, a artystom z Worpswede przyniosła wielką sławę.

Jakże inaczej było z kolonią artystyczną w Kazimierzu. Nie ma tu aktu założycielskiego, tworzenie się tu kolonii było procesem rozpoczętym w końcu XVIII wieku, kiedy w Kazimierzu pojawili się pierwsi malarze, a przede wszystkim Zygmunt Vogel, nadworny rysownik króla Stanisława Augusta Poniatowskiego. Zrazu były to wizyty bardzo rzadkie, ale już na początku XIX w., zarysowała się pewna prawidłowość , z której wysnuła się nić tradycji malowania w Kazimierzu. Kolejne pokolenia malarzy przekazywały ją sobie, z mistrza na ucznia, z tym, że z czasem tych uczniów przybywało.  Po Voglu w latach 20. i 30. XIX w., malował Kazimierz Józef Richter, spolonizowany Niemiec, po nim jego wychowanek Jan Feliks Piwarski. On w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie, od 1844 r., przekazał tę tradycję swojemu ulubionemu uczniowi Wojciechowi Gersonowi.  A ten wykształcił ogromne grono malarzy, zaliczających się dziś do czołowych polskich twórców, z których wielu dotarło do Kazimierza. Ale wszystkich, poczynając od Vogla przyciągała historia, a właściwie potrzeba udokumentowania jej śladów. Podłożem tej postawy był duch romantyzmu, ale polski romantyzm, zwłaszcza po stracie niepodległości przez Polskę przybrał inny charakter. Rodzący się wtedy polski romantyzm już od samego początku nabrał zabarwienia patriotycznego. Chodziło nie tylko o wartości czysto artystyczne, co obowiązek ocalenia pamięci o historii narodowej, polskich tradycji i obyczajów, również poprzez ich zachowane ślady, a więc zabytków.

Szczególna rola przypadła tu ruinom kazimierskiego zamku. Widnieje on jako znak rozpoznawczy Kazimierza już na pierwszych malowanych tu obrazach i trwa tak aż do końca XIX wieku – widoczne świadectwo minionej wielkości, obróconej przez historię w ruinę. Ale w 1890 r., a więc rok później od założenia koloni w Worpswede, w Kazimierzu rozpoczął się odwrót od historii. Przybyły tu wtedy Józef Pankiewicz namalował cykl obrazów, do dziś stanowiących przykład najbardziej ortodoksyjnego (manetowskiego) impresjonizmu w malarstwie polskim. W obrazach tych nie ma ruin zamku, nie ma zabytków, jest za to kazimierski koloryt, światło, powietrze. Czy był to przełom? Jeszcze nie, ale wskazanie nowej drogi: od ilustracji do inspiracji. Malarze z Worpswede uciekali z miasta i Akademii, szukając na wsi czystej natury i samotności by tworzyć w zgodzie z prawdziwą naturą. W Kazimierzu znów było odwrotnie. To ledwie wegetujące miasteczko mocno ożywiła, założona w Warszawie Szkoła Sztuk Pięknych. Jej uczniowie niemal natychmiast pojawili się na plenerach w Kazimierzu. W 1906 r. pojawił się tu Ferdynand Ruszczyc, jedyny polski malarz, którego krytyka wiedeńska (1902 r.) porównywała z malarzami z Worpswede. Był im rzeczywiście podobny, jego samotnią był rodzinny Bogdanów na Litwie, Kazimierz był dla niego tylko epizodem, ale sama obecność Ruszczyca w Kazimierzu miała spore znaczenie, choćby przez wzgląd na wielki autorytet, jakim cieszył się ten malarz. Inny ważny dla polskiej sztuki artysta, który od 1905 r., pojawiał się w Kazimierzu Dolnym był Władysław Ślewiński. Uczeń i przyjaciel Paula Gauguina, bywalec Pont Aven i La Pouldu być może chciał przenieść tamte doświadczenia do Kazimierza. Początkiem był plener, który urządził to dla uczniów swojej prywatne j szkoły w 1909r. Niestety, rok później Ślewiński wrócił do Francji. Ziarno zostało jednak posiane.

Przełom XIX i XX wieku był dla kolonii w Worpswede czasem apogeum znaczenia, wręcz sławy, którą przyniosła wspomniana już wystawa założycieli kolonii w Glasspalast w Monachium. Odbiła się szerokim echem nie tylko w całych Niemczech, ale także w innych krajach Europy. Zwieńczeniem tego była monografia Worpswede, autorstwa Rainera Marii Rilkego, wydana w 1903 r. Sam Rilke spędził w Worpswede kilka lat, ożenił się tam z rzeźbiarką Clarą Westhoff, głęboko wszedł w życie całej kolonii. Choć przez samych, opisanych przez Rilkego artystów, monografia ta została przyjęta dość chłodno, to przecież utrwaliło rangę i znaczenie worpswedzkiej kolonii. Później przyszły lata stabilizacji, pojawili się nowi malarze, którzy przedłużyli trwanie kolonii na lata po I wojnie światowej, była to jednak raczej kontynuacja niż rozbłysk nowych form i tendencji w stosunku do postaw i twórczości założycieli kolonii.  W Kazimierzu nastąpiło coś zupełnie innego. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r., kraj zaczął nadrabiać opóźnienie kulturowe i cywilizacyjne, spowodowane brakiem państwowości.  Zasiane wcześniej ziarno bujnie wzrosło. Od 1923 r., aż po wrzesień 1939 w Kazimierzu regularnie pojawiały się duże grupy studentów Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie na plenerach organizowanych z inicjatywy prof. Tadeusza Pruszkowskiego.  To on, dzięki swojej żywiołowości, niewyczerpanej energii, przekształcił biedny, zrujnowany Kazimierz w miejsce tętniące życiem, którego wyrazem była sztuka.  Jak pisała Maria Kuncewiczowa, świadek tamtych lat „w Kazimierzu życie wydawało się teatrem a świat dekoracją” . W Worpswede artyści nie ingerowali w życie mieszkańców wsi, obserwowali je z dystansu (jak pisał Rilke, traktowali ludzi jak drzewa, jako element natury), w Kazimierzu przeciwnie. To artyści nadawali ton, barwę i tempo życia miasteczka. Apogeum przyniósł rok 1933, gdy w Kazimierzu urządzono liczne obchody 600 – lecia koronacji króla Kazimierza Wielkiego. Wtedy to pokazano wystawę, na którą złożyły się dzieła wybitnych polskich malarzy, tworzących w Kazimierzu – od dzieł Zygmunta Vogla z 1792 r., przez Wojciecha Gersona, Aleksandra Gierymskiego, Józefa Pankiewicza, Władysława Ślewińskiego, i wielu innych. Był to pierwszy tak mocny wyraz uznania Kazimierza za miejsce w szczególny sposób sprzyjające sztuce, a tym samym zdefiniowanie go jako kolonii artystycznej. Wystawa pokazana była w salach Kamienicy Celejowskiej, która od 1933r., stała się pierwszym w Kazimierzu salonem wystaw. Zupełnie osobnym, nie mającym precedensu w żadnej z europejskich kolonii artystycznych, była bardzo liczna obecność  w Kazimierzu artystów żydowskich. Jakow Gladstein, pisarz żydowski w swojej powieści o Kazimierzu, wydanej w języku jidysz w latach 30. XX w. , wspomniał na wpół żartobliwie, że w Kazimierzu „co trzeci człowiek to malarz”. Kazimierz w tych latach zaczął przekształcać się w rodzaj centrum kultury i sztuki Żydów polskich, tu kręcono filmy w języku jidysz w tym najbardziej znanego „Dybuka” z 1936r. Kazimierz nie był miejscem, gdzie artyści szukali samotności, by tworzyć, tu szukali i znajdowali swoją „Ziemię Obiecaną”, swoją Arkadię, gdzie sztuka wiecznie rodzi się na nowo. Toteż życie i artystyczne i towarzyskie kwitły, artyści organizowali bale w ruinach zamku dla mieszkańców miasteczka, każdy plener kończył się wielkim balem przebierańców w restauracji Berensa. Miejsce to przeszło do legendy artystycznego Kazimierza, tam bywali nie tylko malarze, ale też pisarze, poeci, filmowcy. Jak mawiał jeden z bywalców Kazimierza, znany pisarz Adolf Rudnicki: „Berens to nie była knajpa, to była instytucja”. Kolonia kazimierska rozrastała się, przyciągała malarzy z całej Polski. Jej obecność w życiu kulturalnym kraju najpełniej wyraził numer „Wiadomości Literackich” (najważniejszego pisma kulturalnego w międzywojennej Polsce) ze stycznia 1939 r., Teksty o Kazimierzu zamieścili tam najwybitniejsi polscy pisarze, malarze, także architekci. Przyszłość kolonii artystycznej w Kazimierzu pod ich piórem rysowała się bardzo optymistycznie. Już wkrótce okazało się, że było to podzwonne.

Jednak mimo tylu różnic, tylu odmienności obydwie kolonie – ta w Worpswede i ta w Kazimierzu Dolnym stworzyły autonomiczne zjawiska kulturowe. Ponad różnicami łączyła je i łączy jedna wspólna cecha: dominująca rola sztuki w obydwu tych miejscach, echo Barbizonu wyraźnie w nich słyszalne i wreszcie ciągłość ich trwania, niezależnie od wszelkich zmian politycznych, społecznych, także tych, zachodzących w samej sztuce. Dwie dopełniające się nawzajem skrajności.
dr Wademar Odorowski

Wystawę odwiedziło 1818 osób.


Powrót
Opinie o stronieDodaj opinię

średnia ocen:

Ta strona nie ma jeszcze komentarzy
Twój podpis:
Treść opinii:
Twoja ocena: 1 2 3 4 5
Newsletter
Wpisz adres e-mail...
Muzealna Cafe
więcej
Logowanie

Biuletyn Informacji Publicznej © Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym - 2013.
Projekt i wykonanie - Freeline.
Ta strona korzysta z plików cookie. Używając tej strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Możesz dowiedzieć się więcej w jakim celu są używane oraz o zmianie ustawień przeglądarki. Kliknij tutaj »
zamknij
DNI I GODZINY OTWARCIA

Informujemy, że od dn. 20 listopada 2017 nieczynne będą dla zwiedzających (do odwołania) ekspozycje Oddziału Przyrodniczego, Domu Kuncewiczów, Kamienicy Celejowskaiej oraz Manufaktura Muzealna i Biblioteka.

Więcej

Wesprzyj naswsparcie muzeum

Nr konta: 57 1750 1107 0000 0000 2076 2519