mapa pomniejsz powiększ

mapa pomniejsz powiększ

Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym » Wystawy » WYSTAWY STAŁE » ODDZIAŁ KAMIENICA CELEJOWSKA

Logo MNKD ODDZIAŁ KAMIENICA CELEJOWSKA

PARTER

Sala I: Makieta przedstawiająca Kazimierz Dolny w 1910 r.
„Wielu nawet zagranicznych wielkich panów Miasto to ciekawością nabawiało, że przyjeżdżali dla ciekawości widzieć to arcypiękne między niezmiernymi górami Miasto kształtnie murowane” – tak pisał w 1820 r. Bartłomiej Zienkowski. Nawet jeśli te góry nie są tak „niezmierne”, zabudowa Kazimierza wyróżnia się harmonijnym połączeniem natury i architektury, wtopieniem w naturalnie ukształtowane wzgórze, doliny, brzegi rzek. Dzięki temu układ urbanistyczny Kazimierza Dolnego, wyznaczony ostatecznie lokalizacją Rynku i odchodzących od niego ulic (najpewniej w chwili nadania Kazimierzowi praw miejskich ok. 1350 r.) nie zmienił się do dziś. Szczególnie charakterystyczne dla tego układu są dominanty przestrzenne w postaci Baszty (najstarszej, z ok. 1300 r. zachowanej budowli), ruin zamku, kościoła farnego, kościoła p.w. św. Anny i zespołu klasztornego oo.Reformatów.
Makieta ukazuje Kazimierz Dolny wg jego stanu z ok. 1910 r. Był to czas największego nasycenia zabudowy miasta jeszcze z bardzo licznymi budowlami z lat jego najświetniejszego rozwoju (1600-1655). Szkody, jakie zabudowie miasta przyniósł wielki pożar w 1866 r. zostały już wtedy przynajmniej częściowo naprawione, choć kamienice w pierzei Rynku od strony Wisły straciły swoje barokowe szczyty, widoczne jeszcze na akwareli Zygmunta Vogla z 1792 r. W pełnym kształcie widoczna jest zabudowa zamieszkałej przez społeczność żydowską części miasta wokół Małego Rynku. Późniejsze pożary i zniszczenia w czasie wojen światowych bezpowrotnie tę zabudowę unicestwiły. Makieta przywraca obraz miasta, w którym świadectwa dawnej świetności Kazimierza Dolnego sąsiadują z biedną zabudową zubożałego, małego miasteczka.
Nie straciło ono jednak swojej malowniczości, przez co Kazimierz w tym czasie przeradzał się w kolonię artystyczną przyciągając coraz więcej ludzi kultury i sztuki. I to właśnie taki Kazimierz, jaki przedstawia makieta, przekazali w dziesiątkach obrazów, rysunków ale też opisów literackich i dziennikarskich.
Realizacja makiety pozwoliła na zaprezentowanie rozwoju urbanistycznego i architektonicznego miasta w jego kolejnych fazach: od miasta średniowiecznego, przez miasto porenesansowe, aż do 1914 r., kiedy jego zabudowa osiągnęła największe nasycenie przed późniejszymi zniszczeniami wojennymi ( w tym odtworzenie nieistniejącej już dziś dzielnicy żydowskiej). Istnienie makiety pozwoliło na pełne wprowadzenie w historię miasta w rozwarstwieniu na jej poszczególne etapy z uwypukleniem (poprzez architekturę) ich najbardziej charakterystycznych cech. Uzupełnieniem makiety są projekcje dawnych fotografii Kazimierza (od 1875r.) oraz oświetlenie. Tak zaprezentowana makieta jest dziełem żywym, atrakcyjnym w odbiorze nie tracąc przy tym istniejących wartości dydaktycznych. Realizacja makiety jest uzupełnieniem dotkliwej luki, jaką jest brak właściwej prezentacji historii Kazimierza Dolnego z dydaktycznego punktu widzenia.
Autorem projektu makiety jest arch. Tadeusza Michalak, który stworzył go na podstawie zachowanych źródeł ikonograficznych, historycznych oraz dokumentów archiwalnych. Jej realizacji podjęła się firma PPU Stangel ze Zgierza w składzie: Tomasz Stangel, Mirosław Brucki, Marcin Chędzicki, Bartosz Michalski, Michał Panas, Andrzej Sadłowski.

Sala II (dostępna okresowo)
Kolonia artystyczna w Kazimierzu miała swój koloryt, swoją atmosferę. Próbę przywrócenia tej z lat międzywojennych jest aranżacja Sali II. Wykorzystano tu stroje i inne rekwizyty, które „zagrały” w filmie „Dwa księżyce” nakręconym w 1993 r. przez Andrzeja Barańskiego na podstawie zbioru opowiadań Marii Kuncewiczowej pod tym samym tytułem. Jedną ze scen w filmie było malowanie Boga Ojca. Modelem Pana Boga był kazimierzanin Radek Skrzeczkowski, zaś autorem  obrazu Andrzej Brylski.
Szczególnie cennym eksponatem jest autentyczny dyplom „wyzwolin” Henryka Jaworskiergo z 1928 roku, późniejszego członka „Szkoły Warszawskiej”. Zwyczajem pracowni prof. Pruszkowskiego było wręczanie takich dyplomów, pisanych ręcznie po łacinie na pergaminie, uczniom kończącym studia. Do dziś zachowało się takich dyplomów bardzo mało. Ekspozycje uzupełniają fotografie z plenerów kazimierskich i pobytów tutaj malarzy. Fotografie te pochodzą z albumów wybitnej malarki Teresy Roszkowskiej.


PIĘTRO

Sala I
Pokazane tu dzieła wprowadzają w czas kształtowania się kolonii artystycznej w Kazimierzu (koniec XIX w. – 1923 r.), czas znaczony pobytami wielu wybitnych malarzy. Był pośród nich Władysław Ślewiński (1854-1918), postać niezwykła w dziejach polskiego malarstwa. Utraciwszy majątek ziemski (był właścicielem Pilaszkowic na lubelszczyźnie) wyjechał do Paryża, gdzie podjął studia artystyczne w Akademiach Juliana, później Colarossiego. Ale wpływ największy wywarł na niego Paul Gauguin, którego był jednocześnie uczniem i przyjacielem. Był jednym z tych, którzy wraz z Gauguinem tworzyli kolonię artystyczną w Pont-Aven. Być może plener jaki urządził Ślewiński dla swoich uczniów w Kazimierzu w 1909 r. był próbą stworzenia tu czegoś na podobieństwo Pont-Aven. Niestety, rok później wrócił do Francji. Kazimierskie pejzaże Ślewińskiego należą do najpiękniejszych w jego dorobku; zachowując wszelkie cechy swojego malarstwa tu rozjaśnił paletę a jednocześnie zmonumentalizował kompozycje. Wpływ jego malarstwa można dostrzec w dwu innych pokazanych w tej sali obrazach: pierwszy  to praca monografisty GK z 1922 r., drugi to dzieło Zofii Billawer-Węgierkowej (1893-?). W końcu 1918 r. Kazimierz odwiedził (wracał tu jeszcze w latach późniejszych) sławny już wówczas malarz i grafik Leon Wyczółkowski (1852-1936). Litografie z motywami kazimierskimi umieścił później w „Tece Lubelskiej”, a były to przede wszystkim wspaniałe studia światła cienia, także koloru przedstawiające Kamienice Przybyłowskie i inne zabytki architektury w Kazimierzu.
Również po I wojnie zaczął przyjeżdżać do miasteczka Stanisław Czajkowski (1878-1954). Studiował w ASP w Krakowie właśnie u L. Wyczółkowskiego, także Józefa Mehoffera i Jacka Malczewskiego, później – z przerwą na pobyt w Paryżu – u Jana Stanisławskiego. Od niego przejął upodobanie do malarstwa pejzażowego. Do Kazimierza przyjeżdżał przez całe lata, nikt chyba tak jak on nie zwrócił uwagi na egzotykę świata kazimierskich Żydów. Malował ich na tle architektury (obraz „Kazimierz” z 1922r.), malował też miasto w szabasowe wieczory wspaniale oddając ich świąteczną atmosferę (obraz „Szabasy i Trąbki w Kazimierzu”).
Interesującym twórcą, bo nie tylko grafikiem (wciąż eksperymentującym), ale zajmował się też literaturą, muzyką, a także chemią i biologią był Feliks Jabłczyński (1865-1928). Przyjaciel Józefa Pankiewicza być może dzięki niemu przyjeżdżał do Kazimierza. Z około 1907 r. pochodzą dwie jego grafiki przedstawiające stare spichlerze. Niewielki, malowany pastelami obrazek ukazujący Rynek kazimierski to dzieło Józefa Mojżesza Gabowicza (1862-1939), wybitnego rzeźbiarza, najstarsze dzieło artysty żydowskiego w zbiorach Muzeum; pochodzi z końca XIX w. Natomiast największy rozmiarami obraz pokazany w tej sali to dzieło dzieło Anny Wojdalińskiej–Bergerowej (1895-1970). Jest to portret niewidomego żebraka Kozdronia na tle fantastycznie ujętego Kazimierza. Kozdroń to swoisty symbol kazimierskiej kolonii, był ulubionym modelem wielu, wielu malarzy.

Sala II
Przyjazd Tadeusz Pruszkowskiego (1888-1942) i jego uczniów na plener w 1923 r. można uznać za datę narodzin kolonii artystycznej w Kazimierzu. Sporadyczne (mimo wszystko) dotąd wizyty malarzy zamieniły się w stałą ich obecność w miasteczku całkowicie przeobrażając jednostajny, utrwalony przez wieki rytm życia Kazimierza. Sprawcą tych zmian był przede wszystkim sam Pruszkowski, ale też spośród wielu pasji jakim się oddawał  największą stał się Kazimierz. Pruszkowski był malarzem, (studiował w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych u Konrada Krzyżanowskiego) odwołującym się do tradycji wielkiego malarstwa europejskiego renesansu i baroku. Widać to w pokazanych tu jego obrazach, głównie są to portrety, m.in. portret architekta Lecha Niemojewskiego, autora projektu domu Pruszkowskiego w Kazimierzu, a zwłaszcza jego żony. Portret ten wyraźnie nawiązuje do malarstwa hiszpańskiego. Wielką rzadkością – Pruszkowski właściwie nie malował pejzażu – jest maleńki obrazek z widokiem Kazimierza z 1937 r.
Szacunku do tradycji uczył też swoich studentów, za podstawę dobrego malarstwa uważając gruntowną znajomość warsztatu i opanowanie technik malarskich. W sprawach artystycznych nie krępował swoich uczniów pozostawiając im dużą swobodę w wyborze artystycznych dróg, umiał jednak inspirować i pobudzać ich wyobraźnię. Kładł duży nacisk na wzajemne koleżeństwo. Z tych przesłanek zrodził się zwyczaj, że kolejne roczniki uczniów „Prusza” łączyły się w ugrupowania artystyczne w dużej mierze oparte właśnie na koleżeństwie. Pierwszym z nich i bodaj najwybitniejszym  było  założone  w 1925 r. „Bractwo św. Łukasza”. Prace większości jego członków prezentowane są na tej sali. Obok Pruszkowskiego Antoni Michalak (1902-1975) artysta, który jako pierwszy (w 1927 r.) osiadł na stałe w Kazimierzu. Jego najważniejsze dzieła to malarstwo sakralne, ale był też znakomitym portrecistą, co ukazują prezentowane portrety, wśród nich rysunkowy portret znów Kozdronia. Prezesem „Bractwa” był Jan Zamoyski (1901–1986), malarz bardzo wszechstronny. Ale szczególnie cenne są trzy obrazki namalowane podczas pierwszego pleneru w Kazimierzu. Z tego pleneru pochodzi też obraz z dziedzińcem klasztoru pędzla Jana Gotarda (1898-1943), malarza którego twórczość nacechowana jest niemal obsesyjną precyzją w oddaniu szczegółów (widać to w „Portrecie chłopca”). Janusz Podoski (1898-1971) to niemal wyłącznie portrecista sięgający do tradycji malarstwa z kręgu Caravaggia. Inny był Aleksander Jędrzejewski (1903–1974) bodaj jedyny z członków „Bractwa” bardziej zainteresowany kolorem i malarstwem pejzażowym. Bolesław Cybis (1895-1957) nieustannie eksperymentował – od doświadczeń z awangardą rosyjską w Charkowie po akcenty surrealistyczne. Jego „Stary Żyd” to wspaniały portret wpisany w atmosferę Kazimierza. Jan Wydra (1901-1937) malujący początkowo wielkie płótna o tematyce alegorycznej  po 1927 r. zaczął malować pełne subtelnego nastroju pejzaże z Kazimierza. Nieco podobny w charakterze jest też „Pejzaż z łódkami” Eliasza Kanarka (1901-ok.1970). Dużą część sali zajmują obrazy Teresy Roszkowskiej (1904-1992). Ulubiona uczennica „Prusza”, o czym świadczy jej wspaniały portret, jeden z lepszych w dorobku Pruszkowskiego, (około 1929 r.) stylizowany na portret renesansowy (układ rąk przypomina Monę Lisę). Należała do drugiego, po „Bractwie” ugrupowania złożonego z wychowanków Pruszkowskiego, założonej w 1928 r. „Szkoły Warszawskiej”.

Sala III
Prezentowane są tu dzieła z lat międzywojennych, a liczba nazwisk ich autorów świadczy o tym, jak wielu malarzy wówczas tu bywało. Nadal „pruszkowiacy”, członkowie „Szkoły Warszawskiej”. Należał do niej Eugeniusz Arct (1899-1974) wybitny pejzażysta, w Kazimierzu malował do ostatnich lat życia. Najwcześniejszy jego obraz (z 1927 r., reprodukcja na okładce) namalowany wspólnie z kolegami był darem dla ks. S. Szepietowskiego. Obok Arcta jeden z nielicznych ocalałych z pożogi wojennej obraz Włodzimierza Bartoszewicza  (1898-1983), prezesa „Szkoły Warszawskiej”. Przy nim dwie akwarele innego członka „Szkoły Warszawskiej” Wacława Ujejskiego (1902-1982). We wnęce duży obraz – dzieło Bolesława Baakego (1905-1963) członka „Grupy IV” – ostatniego ugrupowania złożonego z uczniów T. Pruszkowskiego. Obraz przedstawia dość fantastyczny Kazimierz, ale też powstał w Libanie (1950 r.) gdzie Baake trafił po zsyłce na Syberię z wojskiem gen. Wł. Andersa. To szczególny wyraz pamięci i sentymentu do Kazimierza. Jedną z „Muz” kolonii kazimierskiej była Irena Lorentowicz (1908-1965), uczennica Pruszkowskiego, później scenografka. Blisko zaprzyjaźniony z pruszkowiakami był Edmund John (1894-1989), grafik i akwarelista, postać trwale wpisana w pejzaż Kazimierza (bywał od 1913r. do końca życia). Wspomniano już, że kolonię kazimierską tworzyli też malarze żydowscy. Wywodzili się z różnych środowisk, tak w znaczeniu geograficznym jak i artystycznym. Jednał ich Kazimierz. Byli wśród nich uczniowie T. Pruszkowskiego (choćby wymienieni wcześniej J. Gotard i E. Kanarek), należała do nich Gizela Hufnagel (1903-1997), współzałożycielka grupy „Kolor” (1929 r.), autorka pięknie rozwiązanego kolorystycznie widoku studni na Rynku (ok. 1930 r.). Z tego kręgu wywodziła się też Aniela Cukier (1900-1944) – jej dziełem (prawdopodobnie) jest bardzo interesujące ujęcie kościoła Farnego.
Mocny ślad pozostawili w Kazimierzu malarze związani z Łodzią. Samuel Finkelstein (1890-1942), absolwent ASP w Krakowie, członek łódzkiej grupy „Start”, w Kazimierzu był częstym gościem. Jego dwa obrazy, „Malarz w plenerze” i „Stare Jatki” dobrze świadczą o jego malarstwie. Do „Startu” należał również Natan Spigel (1902-1942), którego „Martwa natura” z rybami” potwierdza wysoką ocenę jego sztuki.
Z Łodzią byli związani również Feliks Frydman (1897-1942) i Adolf Behrman (1876-1942), podróżujący po całej Europie, ale też Palestynie, obaj doskonali pejzażyści.
Środowisko lubelskie reprezentują Henryk Lewensztadt (1893 -?) i Symcha Trachter (1900-1942), obaj zbliżeni ekspresją swojego malarstwa do „Ecole de Paris”, obaj zresztą spędzili w Paryżu kilka lat ok. 1922r. Z Lublinem miał też związki (choć także z Warszawa i Łodzią) Natan Korzeń (1895-1941), jeden z najbardziej popularnych malarzy żydowskich. W Kazimierzu przemieszkiwał przez wiele lat. Z kolei Jerzy Ascher (1884-1944) przyjeżdżał tu ze Lwowa; był malarzem, ale bardziej architektem. Środowisko krakowskie, dość niechętnie nastawione do Kazimierza, reprezentuje Jan Rubczak (1884-1942), również związany z polskimi malarzami w Paryżu.
Interesującym zjawiskiem była obecność w Kazimierzu artystów związanych ze sztuką awangardową. A często tu bywał łódzki twórca Karol Hiller (1891-1939); jeden z wybitniejszych twórców sztuki abstrakcyjnej w Kazimierzu malował pejzaże. Admiratorem nowoczesności był też Adam Nowiński (1887-1942), autor kubizującego obrazka z motywem architektury kazimierskiej. Na początku lat 30-tych był krótko... burmistrzem Kazimierza. Czy coś więcej może potwierdzać obecność i znaczenie sztuki w tym miasteczku?

Sala IV
To nade wszystko sala Władysława Skoczylasa (1883-1934), jednego z najwybitniejszych grafików polskich, twórcy „szkoły polskiego drzeworytu”. Trochę w cieniu T. Pruszkowskiego, a przecież jego obecność (i jego wielu uczniów) w bardzo dużym stopniu kształtowała charakter kolonii artystycznej w Kazimierzu. Studiował w ASP w Krakowie u L. Wyczółkowskiego i T. Axentowicza i tam w atmosferze poszukiwań kształtu polskiej sztuki poszukiwał istoty stylu narodowego. Najpierw była to sztuka rozpięta pomiędzy stylem zakopiańskim St. Witkiewicza (wówczas to pisano o Skoczylasie że: „Niebo i Olimp leżą dla niego na Podhalu”) a „Akropolis” St. Wyspiańskiego. Gdy po I wojnie światowej został profesorem Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie, miejscem jego dociekań o sztuce narodowej stał się Kazimierz. Był grafikiem, ale tu malował, wyłącznie akwarelami. Jego widzenie Kazimierza, niesłychanie osobiste, najlepiej oddaje anegdota autorstwa przyjaciela – T. Pruszkowskiego. Wspominając Skoczylasa napisał, że dość już Kazimierza, zbanalizowany jest do ostatka..., jadę gdzie indziej. Po dwu tygodniach był z powrotem ze słowami: w porównaniu z Kazimierzem wszystko wydało mi się nudne i mało ciekawe /.../ Co robić, człowiek przywiązał się do tej dziury i żyć bez niej nie może. Czyż to nie najlepszy przykład na magnetyzm Kazimierza? – I to w przypadku tak wybitnego twórcy. Malował w Kazimierzu akwarelami, ale stworzył też cykl graficzny z motywami kazimierskimi. Z wielką swobodą traktuje w nich topografię miasteczka, przestawia budowle, monumentalizuje je. Kazimierz był dla niego nie tylko miejscem, był symbolem uniwersum. Jego uczniem był Konstanty Sopoćko (1903-1992). Mistrz małych form, w Kazimierzu był częstym gościem również dlatego, że jego wuj był właścicielem wielkiej willi. Z kręgu Skoczylasa pochodzą też grafiki Stefana Rassalskiego (1910-?) z pięknym motywem żydowskiego Kazimierza i Władysława Żurawskiego (1888-1962) o podobnej też żydowskiej tematyce.
Pośród akwareli malowanych interesujący jest widok Rynku malowany przez Togo Fałata (syna sławnego Juliana), w którym widać pomnik (z drewna!) króla Kazimierza Wielkiego (dzieło Antoniego Michalaka) wystawiony w 1933 r. z okazji 600-lecia koronacji tego króla.
Sala ta wprowadza w czas II wojny światowej i pierwszych lat powojennych. W 1941 r. rysował tu Wacław Wąsowicz (1891-1942), jeden z członków grupy „Rytm”. Tuż po wojnie pojawił się Jan Mucharski (1900-1984) znakomity grafik, członek Koła Grafików Reklamowych (1936 r.), który z sentymentem wypatrywał śladów Kazimierza sprzed zniszczeń wojennych. Jego akwarele mają dziś na poły dokumentalny charakter. W tych samych latach bywał w Kazimierzu Leon Marek Suzin (1901-1976) architekt, ale i akwarelista, jeden z tych wielu, dla których pobyt w Kazimierzu był tylko pochodną potrzeby malowania.
Podobnie było w przypadku Stanisława Hiszpańskiego (1904-1975). Kazimierz zobaczył jako 14-letni chłopiec (już legionista) i już wówczas postanowił, że tu wróci. I wracał przez wiele lat rysując, malując, snując własne wyobrażenia na temat kazimierskiej mitologii.

Sala V
Sala ta obejmuje malarstwo od lat powojennych do ok. 1970 r. Dla kolonii kazimierskiej był to czas ponownego rozkwitu (do 1956 r.) i niemal całkowitego zaniknięcia. Rozkwitem były lata odbudowy Kazimierza, znów nie brakowało malarzy, choć był to czas dominacji realizmu socjalistycznego. I tak wówczas Kazimierz malowano, choć przemycano pod płaszczykiem „jedynie właściwej” tematyki dawne (nowe) rodzaje malarstwa. Jan Karmański (1887-1958) był pierwszym , który osiadł tu na stałe. (około 1925 r.). I odtąd malował tylko Kazimierz. Aż do końca życia. Inni wpadali, a byli pośród nich twórcy „Komitetu Paryskiego”, przed wojną zagorzali przeciwnicy „pruszkowiaków”. Teraz, jako profesorowie ASP w Warszawie pojawili się i w Kazimierzu. Był to Jan Cybis (1897-1972), Artur Nacht-Samborski (1898-1974), Stanisław Szczepański (1895-1973) autor dużego obrazu „Budowa Domu Kultury w Kazimierzu” z 1952 r. Ale z nimi na plenery (jak wcześniej) przyjeżdżali młodzi malarze. Kazimierz stał się dla nich miejscem swobodnej dyskusji o losach polskiej sztuki. Tu, w Kazimierzu, wykluła się idea nowego malarstwa, której rezultatem była sławna wystawa w 1955 r., znana jako „Arsenał”.
Jej uczestnikami byli m.in. Jacek Sienicki, Jacek Sempoliński, Marek Oberländer, Izaak Celnikier, Barbara Jonscher. Ich obrazy pokazują tę, mało znaną cząstkę historii kazimierskiej kolonii.
Po 1956 r. było gorzej, sztuka odpłynęła w stronę Paryża, Kazimierz pozostał na uboczu. Kolonia zaczęła się kurczyć. Na szczęście byli malarze, którzy zapewnili jej trwanie. Głównie z Lublina: Edward Nadulski ( 1914 –1978), Władysław Filipiak (1908-1976). Ich dzieła na wystawie łączące w sobie deformację i abstrakcję były w latach 60 –tych znakiem nowoczesnego malarstwa. Bardziej samodzielny i bardziej związany z Kazimierzem (od 1955 roku mieszkał tu na stałe) był Zenon Kononowicz (1903-1971). W Kazimierzu dostrzegł światło i kolor, których poszukiwał (wcześniej, w Nałęczowie mówił: niebo? – nic tylko ołów i ołów). Był z temperamentu kolorystą, ale nadał temu nurtowi nieznaną wcześniej dynamikę i spontaniczność. Malarzy – przedstawicieli tego nurtu bywało w tych latach wielu, niewielu jednak tak bardzo wpisało Kazimierz w swoją sztukę, choć bez użycia tzw. motywu kazimierskiego jak Jacek Sienicki (1928-2000) i Jacek Sempoliński (1927-2012). Sienicki uczeń A. Nachta-Samborskiego Kazimierz widział jako przestrzeń otwartą, pełną oddechu dla swojego malarstwa. Sempoliński, poprzez abstrakcje, które maluje, dąży do otwarcia, ukazania duchowej strony Kazimierza. Razem z nimi zdążył jeszcze malować w Kazimierzu Piotr Potworowski (1898-1962). Uczeń J. Pankiewicza w krakowskiej ASP, później członek „Komitetu Paryskiego” po wojnie na emigracji. Wrócił w 1958 roku: odwiedził brata Stefana w Kazimierzu. Rozpoczął malowanie cyklu obrazów, które nazwał „Wisła” widząc w niej oś duchową wspólnoty narodowej. Nie zdążył. Dość nudne lata 60-te ubarwiał swoimi przyjazdami Yehuda Razgour, malarz polski i żydowski jednocześnie, jeden z ostatnich kontynuatorów przedwojennej tradycji Kazimierza żydowskiego.

Sala VI
Po 1970 r. kolonia kazimierska ożywa, nabiera nowego oddechu. Dzieje się tak dzięki Stanisławowi Janowi Łazorkowi (1938-2000), który wniósł do Kazimierza zupełna nowość – nie tylko tu malował, ale swoje obrazy wystawiał w Rynku... na sprzedaż. Stał się szybko jednym z najbardziej popularnych malarzy w Polsce, a jego obrazy zaczęły pełnić rolę „ikony” kazimierskiej. Za nim poszło wielu innych młodych malarzy. Krzysztof Krzyr Raczyński starał się rozwiązywać kolorystyczne sploty Kazimierza w duchu abstrakcji, Janusz Knorowski lekcje z Rynku przełożył na studia w ASP w Warszawie, o Kazimierzu nie zapomniał, choć maluje przestrzeń wokół niego, Daniel de Tramecourt wciąż zmieniał stylistykę swojego malarstwa – od detalu po sugestię. Andrzej Kołodziejek (1935-2001), wybitny abstrakcjonista porzucił ten rodzaj malarstwa na rzecz niezwykle subtelnych w barwie i nastroju pejzaży z Kazimierza. Przybył tu także Jerzy Gnatowski, malarz o ustalonej już renomie, znawca dawnych technik malarskich, dzięki czemu przywrócił w Kazimierzu pamięć o „pruszkowiakach”. Malarstwo prezentowane w tej sali pokazuje nie tylko Kazimierz w rozmaitych ujęciach, ale też, co zresztą jest tylko kontynuacją, sposoby widzenia i odczuwania miasteczka. Tomek Kawiak, znany w całej Europie, w młodości bywał w Kazimierzu, zostawił dwa rysunki z 1963 roku i dwie cegły jako ślad jego nieustającej akcji „Briquotage”. Wojciech Hubicki (1939-1995) w scenerię Kazimierza wniósł cytaty malarskie z dzieł dawnych mistrzów, a Urszula Ślusarczyk dostrzegła tu całe bogactwo faktury, jakie potrafi stworzyć przyroda. Wojciech Kossowski (1933-1999) malował Kazimierz ale tworzył też swoisty teatr – „Ostatnie dni cyganerii artystycznej”. A tuż obok z wielką powagą malował swoje obrazki Edward Rodzik (1923-1989), wieloletni sprzedawca w sklepie zwanym „żelaznym”, autentyczny „prymityw” kazimierski. Podobnie zaczynał Andrzej Siemiński, również kazimierzanin z urodzenia. Malował sam z siebie, studia w warszawskiej ASP nie zatarły naturalności i świeżości jego malarstwa. Szczególnym przypadkiem jest rodzina Michalaków. O Antonim była już mowa, ale sztuką zajmują się jego dwaj synowie. Starszy Tadeusz, architekt z wykształcenia, zdumiewa fantazją form i precyzją rysunku, młodszy Janusz rozlewnymi, pełnymi nastroju pejzażami, namalowanymi pastelami. Jakby temu na przekór malarstwo jego syna Jana jest gwałtowne, ekspresja niemal rozrywa ramy obrazów. Liczba malarzy w Kazimierzu rośnie, rośnie też chęć działania wspólnego –wzoru dostarcza tradycja artystyczna miasteczka. W 2000r. założona zostaje Kazimierska Konfraternia Sztuki, świadomie nawiązująca do wzorów działania artystów w latach międzywojennych. Skupia kilkudziesięciu malarzy, ale też ludzi w taki czy inny sposób związanych ze sztuką. Dzieła wielu członków Konfraterni zawisły na ścianach tej sali: Cezarego Garbowicza, Bartłomieja Michałowskiego, Marty i Marka Andałów, Piotra Fąfrowicza, Michała Smółki, Tomasza Bachanka. Także Danuty Wierzbickiej – jej obraz pt.” Miasteczko” to symboliczny portret Kazimierza, nie pejzażu tym razem, ale portret ludzi stąd. Bez nich kolonii artystycznej w Kazimierzu by nie było.


Powrót
Opinie o stronieDodaj opinię

średnia ocen:

Ta strona nie ma jeszcze komentarzy
Twój podpis:
Treść opinii:
Twoja ocena: 1 2 3 4 5
Newsletter
Wpisz adres e-mail...
Muzealna Cafe
więcej
Logowanie

Biuletyn Informacji Publicznej © Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym - 2013.
Projekt i wykonanie - Freeline.
Ta strona korzysta z plików cookie. Używając tej strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Możesz dowiedzieć się więcej w jakim celu są używane oraz o zmianie ustawień przeglądarki. Kliknij tutaj »
zamknij
DNI I GODZINY OTWARCIA

Informujemy, że od dn. 20 listopada 2017 nieczynne będą dla zwiedzających (do odwołania) ekspozycje Oddziału Przyrodniczego, Domu Kuncewiczów, Kamienicy Celejowskaiej oraz Manufaktura Muzealna i Biblioteka.

Więcej

Wesprzyj naswsparcie muzeum

Nr konta: 57 1750 1107 0000 0000 2076 2519