mapa pomniejsz powiększ

mapa pomniejsz powiększ

Lubelskie

Logo MNKD Biskupy polskie

To kolejna zaskakująca praca ze zbiorów oddziału Dom Kuncewiczów. Jej autorem jest Nikifor Krynicki. Niewielu wie, że artysta był rówieśnikiem Marii Kuncewiczowej. Niewielki obrazek, zatytułowany „Biskupy polskie” został namalowany na kartonie farbami akwarelowymi i gwaszami. Jest w nim to, co najbardziej charakteryzuje twórczość artysty: swoista kolorystyka, zaznaczone pieczołowicie kontury postaci i głównych elementów krajobrazu oraz zaskakująca perspektywa.


Obrazek podarował Marii Kuncewiczowej jej bratanek, pisarz Jan Józef Szczepański. Niegdyś, w posiadaniu Kuncewiczów była jeszcze inna praca Nikifora, ale zaginęła ona zanim jeszcze w Domu Kuncewiczów utworzono muzeum. O „Biskupach polskich” Maria Kuncewiczowa opowiadała m.in. że w ten sposób artysta wyobraził sobie podróż duchownych do Rzymu. Nad szczęśliwym dotarciem do celu czuwają aniołowie. Sportretowana w prawej części obrazu świątynia to wyobrażenie bazyliki watykańskiej. Znacznie bliżej jej jednak do wizerunków małych kościółków i cerkwi, które Nikiforowi były najbliższe.

 

Nikifor, a właściwie Epifaniusz (Epifan) Drowniak urodził się 21 maja 1895 roku w Krynicy. Jego matka, Jewdokia Drowniak, córka Hryhoria i Tatiany ze wsi Powroźnik, miała łemkowskie pochodzenie. Była biedną kobietą, pracującą dorywczo w krynickich pensjonatach. To w jednym z nich miała poznać ojca Nikifora, znanego malarza. Według krynickich plotek ojcem chłopca miał być Aleksander Gierymski. Sam Nikifor będzie później podpisywać się jako „Matejko”.
Po matce dziecko odziedziczyło wadę słuchu i wymowy, po ojcu – ogromny talent do rysowania. To, w jakich warunkach dorastał i wychowywał się Nikifor zaważyło na całym jego życiu. Wcześnie osierocony, skazany na tułaczkę  nie skończył szkoły. Utrzymywał się, malując obrazki.  Najstarsze pochodzą z lat 20. XX wieku.
Mimo, że Nikifor nie prezentował swoich obrazów w znanych galeriach, ale sprzedawał je za grosze  kuracjuszom w Krynicy, jego twórczością zainteresowali się kapiści. Stało się tak dzięki ukraińskiemu malarzowi, Romanowi Turynowi. Był on pierwszym kolekcjonerem obrazów Nikifora. Podczas pobytu w Paryżu Turyn pokazał te prace członkom Komitetu Paryskiego. Zachwyceni nimi kapiści próbowali zorganizować wystawę Nikifora w Paryżu. Plan powiódł się tylko częściowo – prace Nikifora znalazły się na zbiorowej ekspozycji malarzy lwowskich i przedstawicieli École de Paris, przygotowanej przez lwowskie Ukraińskie Muzeum Narodowe w 1932 roku.
Swój felieton w czasopiśmie o sztuce „Arkady” z roku 1938 poświęcił Nikiforowi malarz i krytyk Jerzy Wolff. Czytamy w nim m.in. Szczęśliwy traf zetknął w Krynicy jednego z moich znajomych z malarzem, synem głuchoniemej żebraczki, zapisanym w księgach imieniem Nikifor, nazywanym powszechnie „Matejko z Krynicy”. Nikifor w ciągu zimy prowadził żywot koczowniczy, jeżdżąc na „gapę” po całym kraju albo wędrując piechotą z podróżną skrzyneczką pełną malarskiego towaru na sprzedaż. Stałe pied-a-terre posiadał w Krynicy. Znajomy mój, który prowadził w ciągu lata w Krynicy pensjonat, kupował jego prace, płacąc za nie gotówką (artysta nie przyjmował papierowych pieniędzy, skutkiem tego pięć złotych srebrem miało wartość, a papierowa dwudziestozłotówka żadne) albo obiadami. Nikifor nie uznawał klusek ani pierogów, sądząc, że jako artysta ma prawo do mięsa sześć razy na tydzień. Malował dziecinnymi akwarelami z guzików na starych kajetach szkolnych, na papierach do pakowania, rozkładając cały swój kram publicznie, pod gołym niebem w parku. Ze swych krajoznawczych wędrówek przywoził rysunki ołówkowe, robione pod bezpośrednim wrażeniem widzianego motywu; w parku za stołem kolorował je, karmiąc wyobraźnię już tylko wspomnieniem często odległym. Ze sztuką tą zetknęliśmy się, ja i moi przyjaciele malarze przed paru laty w Paryżu, zetknięcie było olśniewające, pamiętam dotąd chwilę, kiedy w pracowni Janów Cybisów stanąłem po raz pierwszy wobec tych małych akwarelek i zaskoczony wrażeniem, jakie na mnie wywarły, dotąd nie ochłonąłem z podziwu. Uderzyła mnie w tych pracach niezwykła dojrzałość i taka odrębność, że byłem jak urzeczo¬ny. Zamalowano w ciągu wieków niezliczoną ilość kawałków płótna i deski, a te kawałeczki papieru nie przypominały właściwie nic, com dotąd widział. Wartość ich, czar, jaki z nich emanuje i niezwykłość, płyną wcale nie z jakiegoś silenia się na oryginalność, wcale nie z histerycznej deformacji barwnej czy linearnej. Te małe obrazeczki są proste jak natura; jedyność ich polega wyłącznie na tym, że najzupełniej szczerze zobaczono rzeczywistość innymi niż wszyscy oczyma.
Na swoją artystyczną chwałę Nikiforowi przyjdzie jeszcze poczekać.  Wybuch wojny i jej konsekwencje (akcja Wisła) miały wpływ na losy artysty. Był kilkakrotnie zmuszany do opuszczenia Krynicy. Podobno próbowano go przesiedlić do Szczecina (nie jest więc prawdą uwaga, że nie widział morza uwiecznionego na obrazku, posiadanym przez Dom Kuncewiczów). Zawsze jednak wracał do domu.
Postrzegano go jako dziwaka, samotnika, który prowadził swoją pracownię w różnych punktach kurortu. Mieściła się ona w małym drewnianym pudełku, bo swoje prace Nikifor malował dosłownie wszędzie. W wędrówkach towarzyszył mu pies, przygarnięty z ulicy. Nikifor nazwał go Hałko i uważał go za największego przyjaciela (być może dlatego na pomniku w Krynicy uwieczniono  Hałka obok Nikifora). Żył bardzo skromnie. W muzeum artysty do dziś zachował list żebraczy, w którym Nikifor prosił o kawałek płótna czy też jedzenie czy pieniądze i oferował do sprzedaży swoje obrazki bardzo tanio, aby tylko żyć.
Zyskał popularność dzięki rodzinie Banachów, którzy pisali o nim artykuły i książki oraz organizowali wystawy. Przełomowa była ekspozycja w galerii Diny Vierny w Paryżu, w kwietniu 1959 r. Najważniejsza w Polsce, retrospektywna wystawa twórczości Nikifora, odbyła się w 1967 r., w warszawskiej "Zachęcie”. Opiekunem Nikifora był również malarz, Marian Włosiński.
Mimo poprawy sytuacji bytowej artysty, nie udało się pokonać choroby, na którą cierpiał Nikifor. Była to gruźlica. Malarz zmarł 10 października w sanatorium w Foluszu. Został pochowany w Krynicy, a od roku 1995 w tym mieście działa Muzeum Nikifora.

 opr. M,Januszek-Surdacka na podst, materiałów prasowych z Muzeum Nikifora w Krynicy


Powrót
Opinie o stronieDodaj opinię

średnia ocen:

Ta strona nie ma jeszcze komentarzy
Twój podpis:
Treść opinii:
Twoja ocena: 1 2 3 4 5
Newsletter
Wpisz adres e-mail...
Muzealna Cafe
więcej
Logowanie

Biuletyn Informacji Publicznej © Muzeum Nadwiślańskie w Kazimierzu Dolnym - 2013.
Projekt i wykonanie - Freeline.
Ta strona korzysta z plików cookie. Używając tej strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Możesz dowiedzieć się więcej w jakim celu są używane oraz o zmianie ustawień przeglądarki. Kliknij tutaj »
zamknij
DNI I GODZINY OTWARCIA

Informujemy, że od dn. 20 listopada 2017 nieczynne będą dla zwiedzających (do odwołania) ekspozycje Oddziału Przyrodniczego, Kamienicy Celejowskaiej oraz Manufaktura Muzealna i Biblioteka.

Więcej

Wesprzyj naswsparcie muzeum

Nr konta: 57 1750 1107 0000 0000 2076 2519